Kolorowe zdjęcie. Ola i Jadwiga pozują w ogrodzie. Jadwiga trzyma w ręce rudego kota.
Reading Time: 9 minutes

Wywiad z Aleksandrą Olejniczak i Jadwigą Marczyńską
Zdjęcia: Katarzyna Wołyniak
Redakcja językowa i korekta: Justyna Knieć

Kolorowe zdjęcie. Zółta suknia.

To pytanie, które pewnie często słyszysz, ale skąd ta mania retro?

Ola: Tak, słyszę je często i za każdym razem odpowiadam, jakbym była zaskoczona. To nie jest wcale łatwe pytanie. To nie był moment – to ewoluowało, styl retro zaczął się pojawiać… chyba na studiach. Wtedy zaczęłam zbierać takie ubrania.
Kiedy narobiło się ich trochę więcej, znajomi zaczęli je wypożyczać na imprezy. Wiedzieli, że takie zbiory posiadam. Sama w nich chodziłam na co dzień. Ale szycie, takie profesjonalne, pojawiło się chyba pięć lat temu.

Jadwiga: Jak dostałyśmy te wykroje od Joanny.

Kolorowe zdjęcie. Ola, Jadwiga i Joanna oglądają wykroje w przedwojennej gazecie


Ola: Dokładnie. Od mojej teściowej, Joanny Olejniczak, która zresztą zawodowo zajmowała się krawiectwem, dostałyśmy kiedyś karton przedwojennych wykrojów.
Jej kariera to były lata 80., szyła między innymi stroje sceniczne dla Eleni. Wiedziała, że zaczęłam przygodę z modą dawną, więc mi je dała. Nie potrafię szyć, ale Jadwiga szyje w sumie od dwudziestego roku życia, prawda? Kiedy byłaś na kursie? [Ola zwraca się do mamy]

Jadwiga: Eee tam, kurs mi nic specjalnego nie dał. Szyję od dziecka. Już w drugiej klasie sama sobie uszyłam szorty. Mama mi trochę pomagała.

Kolorowe zdjęcie. Pani Jadwiga na kanapie. Rozmawia z Joanną
Lubię ubrania wygodne i sportowe, bo ja dziewczyna rowerowa jestem, na rowerze jeżdżę po zakupy, do pracy, z pracy, gdzie tylko mnie oczy poniosą

W rodzinie były profesjonalne krawcowe?

Jadwiga: Nie, ale kiedyś wszyscy szyli, robili na drutach. Wtedy, żeby w ogóle coś mieć, trzeba było to uszyć.

Ola: Rodzina zza Buga maszynę Alfa przywiozła do Szczecinka. I to jest maszyna, która jest rodzinną pamiątką.

Jadwiga: To jest maszyna mojej prababci. Jestem rodzinnym zbieraczem pamiątek. I kiedy ktoś coś wyrzuca, pyta: „Jadzia, chcesz?”. Mam jeszcze szafkę zza Buga, taką, co pradziadek robił. Stolarzem był.

Ola: No tak, tradycji krawieckiej jako tako nie mamy w rodzinie, ale zdecydowanie więcej rzemieślników niż intelektualistów w niej było.

Jakieś ubrania zza Buga przetrwały?

Ola: Nie, oni to wszystko przerabiali, dziadek pisał w listach do babci „Weź mój płaszcz, przerób dla Niusi, zrób jej coś”. My elegantek nie miałyśmy w rodzinie. Babcia nie była taką osobą, to nie było dla niej takie istotne. Przeżycie chyba było najważniejsze. [Ola wychodzi do pracowni] Pokażę wam te gazety! Oryginały są u mamy.

Jadwiga: Jedna krawcowa mnie o nie pytała, ale powiedziałam: „Nie dam pani, bo to się rozpadnie”. Dlatego rozpoczęłyśmy proces katalogowania i powielania wykrojów na współczesny papier.

Kolorowe zdjęcie. Ola, Jadwiga i Joanna oglądają wykrój


Ola: Sporym problemem było zrobienie tej kserokopii. Bardzo duży format, a papier po prostu się rozpadał. Nikt nie chciał się tego podjąć. W końcu powiedziałyśmy, że to na naszą odpowiedzialność, że jak się nie uda, po prostu poniesiemy to ryzyko.

[Ola nachyla się i czyta] No i widzicie, tu mamy 1935 rok. Najpierw patrzymy po wzorach, tu są dziecięce, te nas nie interesują, tu jest taka szlafrokowa, a to jest płaszcz, zobaczcie. Mamo, ten płaszcz szyłaś?

Kolorowe zdjęcie. Ola, Jadwiga i Joanna oglądają wykrój


Jadwiga: Nie, ale ten szyłam, ten brązowy, pamiętasz? [Jadwiga wskazuje jeden z wykrojów]

Kolorowe zdjęcie. Ola, Jadwiga i Joanna oglądają wykrój


Ola: Widzicie, jaka to jest zabawa? Tu mamy model, a tutaj są pokazane symbole linii. Trzeba w siatce tych szlaczków odnaleźć dany wzór, czyli na przykład kropeczki i potem go przenieść na kalkę. No, nie jest to łatwe.

Kolorowe zdjęcie. Ola, Jadwiga i Joanna oglądają wykrój


Jadwiga: Ale wciągające. Inni, jeśli im coś nie wychodzi, denerwują się, a mnie to uspokaja. Czasem myślę: „Boże, jak to jest zrobione? No niemożliwe”, ale w miarę jedzenia, jak to mówią, apetyt rośnie i jak się szyje, to się nabiera wprawy. Na przykład uszycie tego zajęło mi… [Jadwiga macha ręką, wskazując na klin w sukience] Ale już teraz wiem, już się nauczyłam.

Kolorowe zdjęcie. Ola, Jadwiga i Joanna oglądają sukienkę


Ola: Zobaczcie, Jadwiga w aktualnych projektach szyje podwójne kołnierzyki. Wszystkie się odpinają, tak jak to kiedyś było. Masz sukienkę, której nie pierzesz ciągle, ale brudzi się w niej kołnierzyk. Ten kołnierzyk jest na napach, więc możesz go odpiąć i wyprać, bo masz drugi, zapasowy. Masz bazową sukienkę, zmienisz kołnierz, zmienisz detal, założysz z paskiem, albo bez i sukienka ma już inny charakter.

Kolorowe zdjęcie. Jadwiga pokazuje jak dopasowuje kołnierzyk do sukienki

Jak dopasowujecie rozmiar?

Nie zmieniamy wykrojów, nie ma dekonstrukcji, taki jaki jest wykrój, tak zostaje odtworzony. Nie szyjemy na zamówienie, szyjemy głównie to, co Jadzia chce uszyć. Najpierw są zbierane tkaniny, potem jest oglądanie wykrojów i dopasowanie tkaniny do fasonu, który jest w bazie wykrojów.

Jadwiga: Jak jest 36, to kupuje ten, kto nosi 36.

Kolorowe zdjęcie. Ola pokazuje ubrania.

A jakie są rozmiary z tych lat?

Ola: Różne. To jest 40, ale tu jest, powiedzmy, 38, a tu 46, myślę. [Ola wskazuje na wykroje w gazecie] Patrzcie, spodnie, 1934 rok, guziki dostałyśmy od kolekcjonerki z Berlina. Jakie to jest ciekawe rozwiązanie konstrukcyjne, nas też to bardzo zaskoczyło.

Kolorowe zdjęcie. Jadwiga i Joanna oglądają spodnie


Jadwiga: Sama zaskoczona teraz jestem, jak one się rozkładają. Dojść do tego wcale nie było tak prosto.


Ola: Zwłaszcza że wykroje są wypisane gotykiem i translator nam tego często najlepiej nie tłumaczy. A do szycia użyłyśmy starej technicznej tkaniny, płótna.

Jadwiga: Bo z takiego materiału to było szyte, widziałam na zdjęciach.

Skąd bierzecie tkaniny?

Ola: Naszym głównym celem jest tworzenie ubrań z tkanin z drugiego obiegu. Tylko one są używane. Zdarzyło się, że na przykład dostałam dużo materiałów od ludzi, którzy też szyją, można powiedzieć, że od konkurencji. Stwierdzili, że będą mieli teraz przerwę, albo mają czegoś za dużo. Szukamy tkanin również w second handach oraz na targach staroci.

Kolorowe zdjęcie. Ogród. Na stole obrus. Obok stołu krzesło w kształcie dłoni. Na manekinie biała suknia. W tle ubrania na wieszaku.


W ogrodzie wam pokazałam obrus, z którego prawdopodobnie będziemy coś szyć. Jeżeli chodzi o tkaniny, to zobaczcie, to jest świetny przykład, jedna z naszych popisowych rzeczy, jeśli chodzi o recykling. Jadwiga robi tak: znajduje koszulę męską w dobrym stanie. [Ola prezentuje białą bluzkę w stylu wiktoriańskim] I to jest przód tej koszuli męskiej, na dzień dobry odpada guzikowanie, dziurkowanie, jest mniej roboty. Tu jest wstawiony fragment starej serwety, którą albo od kogoś dostaniesz, albo masz, albo była uszkodzona i już się nie nadawała na stół. Mankiety też już masz gotowe. Na bazie męskiej koszuli robi się fajną bluzkę przedwojenną. Te obrusy są bardzo przydatne.

Kolorowe zdjęcie. Ola pokazuje Joannie białą koszulę


[Ola pokazuje kolejną bluzkę] Tutaj widać, że tkanina jest bardziej pożółkła, bo jest starsza. Koszula to są lata pewnie 2000., ale serweta jest przedwojenna. I to jest łączenie światów w jednym ubraniu.

Ile zajmuje uszycie takiej koszuli?

Jadwiga: Ze trzy dni. Płaszcz to tydzień chyba szyłam. Wykończeniówka zajmuje najdłużej. Bo zszyć to wszystko jest łatwo, ale potem gdzieś trzeba podziubać, doszyć.

Ola: A guziki takie jak tutaj mama musi zawieźć do zakładu, który zajmuje się obciąganiem guzików. Namawiam ją też, żeby zachęcała koleżanki do dziergania. Robią nam kołnierze. Oczywiście jeżeli nie mają czasu i nie zrobią, to Jadzia uszyje taki kołnierz z serwety. Ale nam zależy też, żeby angażować fajnych ludzi.

Kolorowe zdjęcie. Ogród. Na stole obrus. Obok stołu krzesło w kształcie dłoni. Na manekinie biała suknia. W tle ubrania na wieszaku.Ola pokazuje Joannie suknię


Jadwiga: Pokazywać ich talenty.

Ola: Mama organizuje koleżanki i lokalnych rzemieślników, na przykład pana Jerzego, który te guziki dla nas robi, a ostatnio szyje też kaszkiety, takie jak w „Peaky Blinders”.

Jadwiga: Współpracujemy i fajnie, bo przyjaźnie powstały.

Kim są Wasi klienci i klientki?

Ola: To głównie stowarzyszenia, teatry, rekonstruktorzy i osoby, które robią pokazy mody historycznej. Mało mamy odbiorców spoza świata rekonstrukcji, którzy takie coś doceniają, choć czasem zdarzają się przypadkowe osoby, które dostrzegą, że to jest coś innego, powiedzą: „Nie znam się na tym, nie siedzę w tym, ale to jest coś, czego nie widziałam w żadnym sklepie”. Jeżeli prowadzisz taki biznes, ratunkiem jest vintage, coś gotowego, co nam się uda kupić, odrestaurować, odświeżyć i puścić na rynek, bo to nie wymaga takiego nakładu godzin pracy jak szycie.

Kolorowe zdjęcie. Ola pokazuje Joannie sukienkę
Święty Graal. To jest sukienka z paryskiego butiku Niny Ricci, kupiona w second handzie. Patrzcie na to zdobienie. Jedwab i wełna, jest gruba, ciężka i jest kompletna. Ma pasek, co się rzadko zdarza w ubraniach z second handów. W ogóle taka liga rzadko się zdarza
Kolorowe zdjęcie. Ola pokazuje Joannie sukienkę. Śmieją si

Co się kryje pod nazwą „restaurować”?

Ola: Staramy się kupować rzeczy, które są w dobrej formie, ale czasami szwy są popękane. Przeszywa się je, wzmacnia sukienki tak, żeby potem można je było wypożyczyć, bo to też robimy. Zachęcamy ludzi, żeby nie kupować rzeczy na jeden raz.

Kolorowe zdjęcie. Ogród. Na stole obrus. Obok stołu krzesło w kształcie dłoni. Na manekinie biała suknia. W tle ubrania na wieszaku. Ola pokazuje Joannie suknię
To jest sukienka z przełomu wieków XX i XXI. Przefarbowałyśmy ją, żeby jej dodać trochę barw

Czyli można Cię odwiedzić?

Ola: Można tu przyjechać, ale trzeba się wcześniej umówić.

Gdzie jeszcze można Cię spotkać?

Ola: Na socjalach: @retromania.pl na Instagramie i @retromania.polska na Facebooku. Jeżdżę też na targi, głównie do Wrocławia, ale również do Berlina, bo tam jest fajny klimat, dużo osób znających się na przedwojennej modzie, świetnie ubranych, ze świetnymi zbiorami. Organizuję też wystawy na imprezach motoryzacyjnych, dobieram stroje do pojazdów. W tym roku byłam również dwukrotnie ze swoją kolekcją na Babim Targu Vintage – w Centrum Kultury ZAMEK i na Starym Rynku w Poznaniu.

Kolorowe zdjęcie. Ola na tle zdjęcia na rowerze.
W sprawy rowerowe wchodzimy za sprawą naszego dziecka. Nasz syn, lat 14, ostatnio wystąpił na Tweed Ride, ojciec mu odrestaurował przedwojenny rower z fabryki Zawadzkiego. Jadwiga uszyła przedwojenny strój, pumpy, pan Jerzy kaszkiet. Cała rodzina w ten projekt była zaangażowana

Olu, a kiedy zaczęłaś chodzić do second handów?

Ola: Jak tylko się pojawiły w Polsce, zaczęłyśmy z mamą do nich chodzić. Ja nigdy nie miałam poczucia obciachu. Nigdy nie czułam się gorsza, chodząc w używanych ubraniach.

Jadwiga: Materiały były jakościowo fajne, to się przerabiało. Sukienka, jak była za szeroka, to wystarczyło ją ładnie zwęzić, dopasować i od razu dobrze się wyglądało.

Kolorowe zdjęcia. Ola pokazuje Joannie sukienkę

A teraz jak byś określiła swój styl?

Ola: Ludzie mnie kojarzą ze stylem retro, więc na imprezy branżowe, czyli związane z zabytkowymi autami lub modą przedwojenną staram się ubierać w tym klimacie.

Na co dzień uwielbiam miksowanie epok. Dla mnie nie jest problemem połączenie sportowych butów z przedwojenną sukienką, albo przedwojennej fryzury z dresem. Ale nie jestem rekonstruktorką, więc sobie mogę sobie pozwolić na łączenie epok, a mój styl jest zależny od dnia, od samopoczucia.

Kolorowe zdjęcie. Ogród. Na stole obrus. Obok stołu krzesło w kształcie dłoni. Na manekinie biała suknia. W tle ubrania na wieszaku. Ola pokazuje Joannie tkaninę
A tu ktoś wybrał krój fartuchowy, ale tkaninę niedomową. W przypadku tkanin lubię sprawdzić opis, to, skąd ona pochodzi, bo czasem trafiają się małe manufaktury, np. z Afryki. Ta tkanina została wyprodukowana dla Hollywood. To fajny impuls do poszukiwań

Co jest dla Ciebie w ubraniach najważniejsze?

Ola: Skład, bo na markach się nie znam. Wybieram rzeczy głównie po dotyku. Dlatego w sklepie zawsze mam wyciągniętą rękę, przejeżdżam nią po ubraniach i wybieram to, co mnie zaciekawi. Wczoraj kupiłam na dotyk wspaniały kaszmirowy sweter. Kolor za bardzo mnie nie zachwycił, ale też nie boję się farbować. Kupiłam jakiś czas temu książkę „Dzikie barwy” i myślę, że kolejny sezon spędzimy na farbowaniu ziołami tkanin.

Kolorowe zdjęcie. Ola pokazuje Joannie suknię
Taka kolekcja mi się marzy – będziemy farbować na takie właśnie delikatne kolory

Marzy mi się kolekcja, która będzie zrobiona z płócien.

Jadwiga (uśmiecha się): Czyli teraz kupujemy płótna?

PRAKTYCZNIE:

Jak dbacie o ubrania?

Ola: Popełniamy dużo błędów i uczymy się na swoich. Na manekinie wisi sukienka, która skurczyła się w praniu, a teraz pod wpływem temperatury próbujemy ją naciągnąć. Ona wyschnie i wróci do formy, ale bardzo długo to potrwa.

To są stare tkaniny, które pod wpływem wody, nawet zimnej, się zmieniają. Niektóre mają cekiny z żelatyny, głównie z lat 1910–1920, bo wtedy był taki trend, więc jeżeli człowiek się nie zorientuje na czas, to one po prostu w praniu się rozpuszczą.

Używamy też parownicy, a raz pokusiłam się nawet na mrożenie rzeczy.

Kolorowe zdjęcie. Ola pokazuje garnitur
Garnitur, który specjalnie wyprałam w automacie, żeby zobaczyć, czy to zniesie. Taki wymiętolony podoba mi się nawet bardziej. Nie sprzedał się we Wrocławiu, więc stwierdziłam, że sama będę go nosić. Ola: „Ogólnie to nie wolno tego robić, żaden garnitur, marynarka nie wytrzyma takich prób, chyba że ktoś chce mieć sfatygowany, a ja czasem chcę”

Macie jakiś patent na nieładny zapach?

Ola: Różne mamy metody. Przede wszystkim przy cennych eksponatach korzystamy z pomocy specjalistów, profesjonalnych pralni. Można użyć sody oczyszczonej, sprawdzą się olejki zapachowe, można je np. wlać do parownicy albo dodać do oliwy czy olejku Bambino i nacierać tym skóry. Ale nie ma gwarancji, że to zawsze zadziała.

Ola odwiesza spodnie

Gdzie jeszcze można kupić Twoje ubrania?

Ola: W pracowni w Puszczykowie i poprzez socjale, tam znajdziecie asortyment Retromanii do lat 50. ubiegłego wieku. Polecam też profil wyprzedażowy @Vhs_Vintage _Happy_Shop na Facebooku, trzy razy w miesiącu są tam licytacje ubrań z lat 60. do początku naszego stulecia, cena wywoławcza to 20 złotych. Wyprzedaże kończą się zawsze piątego, piętnastego i dwudziestego piątego dnia miesiąca.